“Wybieram to, co sprawdzone”

Krzysztof Sobczak - prowadzi gostpodarstwo szkółkarskie w GrudzkowoliKrzysztof Sobczak prowadzi gospodarstwo szkółkarskie w Grudzkowoli w woj. mazowieckim. Zapytaliśmy, jak poradził sobie z problemem żyzności gleby, i co zrobił, by osiągnąć w produkcji drzewka pierwszego wyboru.

W jaki sposób objawiał się w pana szkółce problem z żyznością gleby?
W swoim gospodarstwie szkółkarskim mam gleby różnej klasy. Zauważyłem, że na tych najsłabszych glebach odsetek drzewek wyboru ekstra jest niewielki, na glebach żyznych taki problem nie występował. Na przykład na glebach klasy IV i V rosły najczęściej drzewka wyboru drugiego. Nie dorastały, mimo nawodnienia i doraźnego pryskania.
Nie mogę pozwolić sobie na produkowanie drzewek niższego wyboru, bo popyt na nie jest coraz mniejszy. Musiałem coś zrobić, by procent drzewek wyboru pierwszego – rozgałęzionych, z koronką – był jak największy, gdyż każdy kupujący chce mieć teraz drzewka ekstra.

Czy próbował pan dopasowywać gatunki i odmiany drzew do żyzności gleby?
Jeśli gleba jest uboga, żadne drzewko nie urośnie. Nie ma znaczenia, czy jest to grusza, wiśnia czy jabłoń.

Wykonał pan badania gleby. Jakie były wnioski po ich przeprowadzeniu?
Zawsze przed posadzeniem szkółki robię badania gleby. Prowadząc profesjonalne gospodarstwo szkółkarskie, nie można opierać się na przypuszczeniach, że jednego składnika jest więcej, innego mniej. Trzeba mieć pewność.
Po przeprowadzeniu analizy gleby doradca opracowuje wnioski i podpowiada, co należy zrobić, aby poprawić żyzność, w jakiej ilości i postaci podać brakujący składnik. Radzi, jak postępować, żeby uzupełnić niedobory i jednocześnie osiągnąć optymalną zawartość poszczególnych składników. Doradca podpowiada, decyzja należy do mnie.

Których składników brakuje najczęściej?
Magnezu, gdyż jest łatwo wypłukiwalny, a także fosforu i potasu.

Jaki nawóz zastosował pan po konsultacji z doradcą i co było dla pana decydującym kryterium wyboru?
Dokonując wyboru, nie kieruję się głównie ceną danego produktu. Najważniejsze jest, by zadziałał. Przecież brakujący składnik trzeba uzupełnić szybko. Szkółka rośnie półtora roku, razem z podkładką dwa lata. Nie ma czasu na eksperymentowanie – może ono drogo kosztować, kiedy drzewka nie urosną.
Wybieram nawóz sprawdzony i skuteczny. Musi być łatwo wchłanialny, by korzenie pobrały go sprawnie i roślina miała odpowiedni wzrost. Czas wzrostu drzewka w szkółce jest bardzo krótki, a przy zimnych wiosnach jeszcze się skraca.

Jakie były efekty po zastosowaniu Rosahumusu?
Kwasy humusowe stosuję już od czterech lat. Od doradców, innych szkółkarzy i z własnego doświadczenia wiem, że jest dobry. Myślę, że to właśnie on pomógł mi podnieść jakoś produkowanych drzewek.
Po zastosowaniu Rosahumusu w dawce 4 kg na 1 ha odsetek drzewek pierwszego wyboru wzrósł do 70–80%. Nie robiłem ponownych badań gleby. Efekty po prostu było widać.
W tym roku maj był wyjątkowo chłodny. Okulanty urosły niewiele. W maju szkółka wyglądała jeszcze bardzo źle, w kwietniu właściwie nic się w niej nie działo. Drzewka miały na wzrost: czerwiec, lipiec, sierpień i kilka dni września, czyli zaledwie 4,5 miesiąca, by nadrobić stracony wiosną czas. Dzięki odpowiedniemu nawożeniu w moich szkółkach się udało – osiągnąłem drzewka wysokości 1,7–1,8 metra, dobrze rozgałęzione.

W jaki sposób podawał pan nawóz?
Rosahumus trudno się rozpuszcza, dlatego zawsze dzień przed użyciem namaczam go, by następnego dnia nie mieć problemu z dobrym rozcieńczeniem. To bardzo ważne. Jeśli nawóz nie jest wystarczająco dobrze rozpuszczony, ma postać papki, często zapycha sito końcówek.
Tuż po podaniu kwasów humusowych opryskiwaczem polowym glebę z nawozem pracownik przykrywa kultywatorem, żeby żadne właściwości nawozu nie zostały utracone, by zadziałał jak najszybciej i najskuteczniej.

Jak często i kiedy stosuje pan kwasy humusowe?
W czasie produkcji drzewek nawożenie wykonuję dwa razy, zawsze na wiosnę. Pierwszy raz przed posadzeniem podkładki – zazwyczaj na początku kwietnia. Kilka dni później lub nawet następnego dnia sadzę podkładkę. Drugie nawożenie potrzebne jest rok później – po przycięciu na czop. Wierzę, że mądrze prowadząc szkółkę, można osiągać dobre efekty. A sprawdzone sposoby są najskuteczniejsze.

Rozmawiała Marta Jakubiak